|
Wyparci z Rodos joannici lądowali we Włoszech. Na tymczasową
siedzibę papież wyznaczył im miasto Yiterbo w Państwie Kościelnym,
położone niedaleko Rzymu. Bliskość kurii papieskiej nie odpowiadała
wielkiemu mistrzowi i jego sztabowi — grupie dostojników
zakonu. Poszukiwano więc nowego miejsca do założenia głównej
siedziby i bazy operacyjnej. Wielki mistrz Filip Yilliers prowadził
pertraktacje w sprawie zajęcia Majorki; myślano też o wyspie Korfu
i wyspach Hyeres na Morzu Śródziemnym u wybrzeży Francji, a nawet
projektowano zajęcie wyspy Wight w kanale La Manche.
W październiku 1530 roku wielki mistrz z rycerzami zakonu lądował
na Malcie. Rozpoczął się nowy okres w historii joannitów, zwanych
odtąd często kawalerami maltańskimi.
Turcy i berberyjscy korsarze próbowali ich stąd przepędzić. W
maju 1565 roku stary sułtan Sulejman II Wspaniały wysłał dużą,
100-tysięczną armię na podbój Malty. Po czterech miesiącach walk
wielki mistrz Jan de la Yalette zdołał odeprzeć turecki atak. Ten
energiczny mistrz zakonu rozpoczął również budowę potężnej
twierdzy, która chroniłaby joannitów przed nagłymi atakami
nieprzyjaciela i pozwoliła przetrzymać długie oblężenia. Była
to, istniejąca do dziś, Yaletta, główna siedziba zakonu do końca
XVIII wieku. Ufortyfikowana Malta stała się wkrótce jednym z
najsilniejszych punktów na Morzu Śródziemnym i główną bazą
wypadową korsarzy chrześcijańskich. Zakon pozostał instytucją potężną
i bogatą. Wprawdzie na skutek reformacji utracił majątki w Anglii,
Niderlandach i protestanckich krajach niemieckich. Kawalerowie maltańscy,
po odbyciu obowiązkowego „stażu" na wyspie, wracali do
swoich krajów; zatrudniani byli na dworach władców, służyli w
dyplomacji, zaciągali się do wojska i marynarki. Rozrzuceni po całej
Europie i poza nią członkowie zakonu przesyłali wielkiemu mistrzowi
szczegółowe sprawozdania ze swej działalności. Dlatego zakon
kawalerów maltańskich był instytucją doskonale zorientowaną w
sprawach polityki europejskiej, a wielcy mistrzowie nieraz mieszali się
do sporów i konfliktów władców europejskich.
Bogaty i potężny zakon zachował więc swoje wpływy, które
zdobył już w średniowieczu. Był też ciągle instytucją atrakcyjną,
zwłaszcza dla synów zubożałych rodzin szlacheckich. Zapewniał im
bowiem nie tylko dostatnie życie — to dawała też kariera
duchowna — ale również możliwość wyżycia się w walce i
korsarskich rejsach. Galery maltańczyków krążyły nieustannie po
całym Morzu Śródziemnym, napadając i łupiąc statki tureckie,
berberyjskie i inne. Ryzyko było zawsze duże. Atakowane statki
zdobywano z licznych komandorii zakonu, rozsianych po całej Europie.
Kawalerowie maltańscy
znani więc byli na całym Morzu Śródziemnym jako dobrzy żołnierze
i żeglarze, okrutni i nieugięci w walce. Na ich okrętach panowała
żelazna dyscyplina, dowódcy byli dobrymi fachowcami, doświadczonymi
żeglarzami. Dlatego akcje morskie maltańczyków, często ryzykowne,
ale pod względem strategicznym przeprowadzane doskonale, zwykle uwieńczone
były sukcesem. Sława joannitów przyciągała na Maltę wielu
ochotników, którzy tutaj chcieli się uczyć trudnej sztuki walki na
morzu. Byli to ludzie z różnych stron Europy, spotykało się wśród
nich wielu Szwedów, a nawet Rosjan. Po odbyciu kilkuletniej służby
na okrętach maltańczyków wracali oni do służby w marynarce
własnych krajów.
W Europie opowieści o niezwykłych przygodach maltańczyków
— rzeczywistych lub zabarwionych fantazją ich autorów —
były chętnie czytane i bardzo popularne. Zresztą losy życia niektórych
z nich były istotnie dobrym materiałem na ciekawą powieść.
|