Celem wyprawy wojsk polsko-litewskich był potężny
zamek w Malborku — siedziba wielkiego mistrza krzyżackiego i
serce zakonu. Armia królewska zatem w dwa dni po stoczeniu bitwy
(takie obozowanie zwycięzcy na polu bitwy zgodne było ze średniowiecznym
obyczajem wojennym) ruszyła 17 lipca szerokim frontem w kierunku
Malborka. Wojska polsko-litewskie po drodze nie napotkały oporu. Krzyżackie
zamki i miasta poddawały się Jagiełłę. Zamek w Dzierzgoniu (Christ-burg)
— siedziba wielkiego szatnego, jednego z dostojników zakonnych
— na wiadomość o nadejściu armii królewskiej załoga krzyżacka
opuściła w popłochu. Polacy zastali tu nawet — jak pisze Długosz
— „kuchnie z rozpalonym ogniskiem" i stoły
przygotowane do posiłku. W Elblągu mieszczanie wysłali do zbliżającego
się króla posłów, poddali mu miasto i zamek, z którego sami wypędzili
krzyżacką załogę. Tak samo uczynili mieszczanie w Toruniu. Zamek w
Ostródzie zaś zajął rycerz pruski Mikołaj z Durąga (Claus von
Doringe), który (...) wygnał braci zakonnych, zabrał im wszystko
i trzymał — jak pisał kronikarz krzyżacki — zamek
i miasto dla króla polskiego.
Duża część kraju zdumiewająco szybko znalazła
się w rękach Władysława Jagiełły. Wielu braci zakonnych
uciekło z Prus zabierając — jak skarży się kronikarz zakonny
— pieniądze i kosztowności, rozgłaszając przy tym o nieszczęściu
jakie spotkało zakon. Nawet biskupi Prus krzyżackich (sambijski,
pomezański, chełmiński i warmiński) poddali się po klęsce
grunwaldzkiej władzy polskiego króla. Jeden z kronikarzy krzyżackich
pisał wówczas:
Rycerze i słudzy, i największe miasta kraju
— wszyscy zwrócili się na stronę króla i wyrzucali braci, którzy
jeszcze pozostali, z domów i oddawali ich królowi, i przysięgali mu
wszyscy poddaństwo i mierność.
Zwycięski król obdarzył wielkie miasta państwa
zakonnego — Gdańsk, Elbląg, Toruń i Brunsberga (Braniewo)
— nadaniami terytorialnymi i przywilejami, które dały im większe
swobody wewnętrzne.
Tylko silne zamki krzyżackie, dobrze zaopatrzone i
obsadzone liczniejszą załogą — jak Malbork i Radzyń Chełmiński,
Człuchów i Chojnice, a na wschodzie Bałga, Królewiec, Pokarmin (Brandenburg)
i Ragneta — nie poddały się Jagiełłę. Zamki w Świeciu i
Gdańsku pozostały w rękach krzyżackich, choć leżące obok nich
miasta przyjęły załogi królewskie i uznały władzę króla
polskiego.
25 lipca stanęła zwycięska armia polsko-litewska
pod Malborkiem. Powitały ją zamknięte bramy zamku i załoga gotowa
do obrony twierdzy. Na jej czele stanął komtur ze Świecia, Henryk
von Plauen, który ogłosił się namiestnikiem wielkiego mistrza.
Malbork był twierdzą potężną, którą —
jak pisze Stefan M. Kuczyński — niepodobna było zdobyć środkami
techniki wojennej początku XV wieku, dopóki obrońcy mieli wolę i
siłę sprzeciwu. Miał liczną i dobrze uzbrojoną załogę (około
2000—2500 zbrojnych, a ponadto służbę i obsługę rzemieślniczą)
i, co nie mniej ważne, był dobrze zaopatrzony.
Być może, iż Jagiełło początkowo nie miał
zamiaru zdobywać Malborka. Może spodziewał się zawrzeć tu tylko
korzystny dla Polski i Litwy pokój z zakonem krzyżackim? Pod
Malborkiem — na miejscu obozowym wojska pana naszego przed
zamkiem mdlborskim, jak czytamy w dokumencie — przysięgę
wierności złożyli dwaj biskupi pruscy: biskup Sambii, a więc
wschodniej części państwa krzyżackiego i biskup Warmii. Jednakże
próby rokowań z Henrykiem von Plauen nie powiodły się.
Kilkutygodniowe oblężenie Malborka przez wojska polsko-litewskie (od
25 lipca do 19 września 1410 roku) również nie było sukcesem. Krzyżacy
bowiem — po szoku spowodowanym klęską grunwaldzką, śmiercią
wielkiego mistrza i dostojników zakonu — szybko zorganizowali
zagrożonemu państwu zakonnemu pomoc. Z zachodu ruszyły do Prus nowe
oddziały wojsk zaciężnych, zwerbowanych przez krajowego mistrza
niemieckiego i rycerskie poczty „gości" zakonu. Marszałek
inflanckiej gałęzi zakonu, Bern von Hevelmann, wkroczył do Prus z
nowymi oddziałami wojsk krzyżackich. Pomoc zakonowi obiecał król węgierski,
Zygmunt Luksemburski, a jego brat czeski król Wacław IV pożyczył
krzyżakom dużą sumę pieniędzy (8912 dukatów) na werbunek oddziałów
zaciężnych. Sytuacja polityczna i militarna zmieniła się więc na
korzyść zakonu dość szybko.
Zdawali sobie z tej zmiany sprawę Jagiełło i
Witold, oraz dowództwo armii polsko-litewskiej. Przeciąganie oblężenia
Malborka groziło — jak słusznie dowodził S. M. Kuczyński
— buntem nieopłacanych zaciężnych, dezercją pospolitego
ruszenia rycerstwa polskiego i litewskiego, lub nadejściem odsieczy
krzyżackiej. Postanowiono więc odstąpić od oblegania Malborka i
wycofać wojska do ich krajów ojczystych. Przed 18 września odeszły
wojska litewsko-ruskie Witolda. Ubezpieczało je przez pewien czas
— jak pisze Długosz — kilka chorągwi polskich. Potem
wycofali się książęta mazowieccy — Siemowit płocki i
Janusz, książę czerski i warszawski. Zaś 19 września rozpoczęła
odwrót armia polska.
Odchodziła w porządku — jak komentuje
ten odwrót S. M. Kuczyński — spokojnie, obciążona
wszelkiego rodzaju zdobyczą, tak jak powinno było wyglądać średniowieczne
wojsko po zwycięstwie.
W zdobytych zamkach krzyżackich i miastach, które
poddały się królowi, pozostawił Jagiełło polskie załogi. W
czasie odwrotu armia polska zajęła zamek krzyżacki w Radzyniu Chełmińskim.
Kiedy wojsko stanęło na terytorium polskim armia została rozwiązana,
poczty rycerskie powróciły do domów. Tak zakończyła się
polsko-litewska wojenna kampania letnia 1410 roku.
Jesień tego roku (1410) przyniosła dalszą poprawę
sytuacji militarnej krzyżaków. Zakon odzyskiwał zamki i miasta, które
poddały się Jagiełłę. Wojska inflanckie, wspomagane oddziałami
komturów Ragnety i Bałgi, opanowały Warmię, zdobyły zamek i
miasto Elbląg, odzyskały zamki Pomezanii i Ziemi Chełmińskiej prócz
Radzynia, Brodnicy i Torunia. Dwa miasta pomorskie — Gdańsk i
Toruń — nie wpuściły załóg krzyżackich i zachowały
neutralność. Wielu poddanych zakonu jednak okazywało teraz gorliwie
dowody swej wierności krzyżakom. Oporni musieli ratować się
ucieczką do Polski — jak pisze w jednym z listów Zbigniew z
Brzezia, marszałek Królestwa Polskiego:
Rycerze z Prus — przybywając do mnie jako
wygnańcy — opowiadali, że za to, iż podczas wojny za królem
się opowiedzieli i z wszystkimi innymi ziemianami temuż królowi
przysięgę złożyli narazili się mistrzowi i zakonowi; ci też zaczęli
ich prześladować, chcąc ich pozbawić życia i majątku, a
niejednych też pozbawili.
W tym czasie (9 listopada 1410 r.) kapituła
zakonna, obradująca w Malborku z udziałem krajowego mistrza
niemieckiego i mistrza inflanckiego, dokonała wyboru wielkiego
mistrza. Został nim Henryk von Plauen, dowódca obrony Malborka.
Król Władysław Jagiełło tymczasem, zebrawszy
kilka tysięcy zbrojnych, przebywał z wojskiem na Kujawach, śledząc
z pogranicza ruchy nieprzyjaciela. Polacy niszczyli pogranicze krzyżackie,
stoczyli też kilka bitew z wojskami zakonu. Jedną z większych była
bitwa rozegrana 10 października 1410 roku pod Koronowem (dokładnie
pod wsią Łącko) nad dolną Brdą. Tutaj grupa wojska polskiego
— licząca około dwóch tysięcy zbrojnych, dowodzona przez Sędziwoja
z Ostroroga i Piotra Niedźwiedzkiego — rozbiła ponad
czterotysięczną armię krzyżacką, składającą się z zaciężnych
i gości z Rzeszy. Dowódca tej armii, Michał Kiichmeister von
Sternberg, krzyżacki wójt Nowej Marchii i późniejszy wielki
mistrz, dosta) się do niewoli razem z wieloma znakomitymi rycerzami.
Zwycięstwo to zmniejszyło o jedną trzecią siły militarne zakonu i
uniemożliwiło połączenie się wojsk krzyżackich. Zniechęciło
także rycerzy zachodnich do udzielania pomocy zakonowi; krzyżacy
stracili chęć do walki w otwartym polu z jazdą polską.
Obie strony wyczerpane już były przedłużającymi
się działaniami wojennymi. W końcu 1410 lub w początkach 1411 roku
południowe pogranicze Polski, w okolicach Sącza spustoszyły wojska
węgierskie Zygmunta Luksemburskiego, sprzymierzeńca krzyżaków.
Wypad wojsk węgierskich był raczej niegroźny i nie zmienił
sytuacji militarnej. Było to już w czasie rozejmu, jaki zawarł
Jagiełło z zakonem na prośbę wielkiego mistrza Henryka von Plauen.
Po wygaśnięciu rozejmu i pertraktacjach trwających
kilkanaście dni l lutego 1411 roku w Toruniu zawarty został traktat
pokojowy polsko-krzyżacki. Wspólny dokument pokojowy Jagiełły i
Witolda poświadczyli: arcybiskup gnieźnieński Mikołaj Kurowski,
biskup krakowski Piotr Wysz i biskup poznański Wojciech Jastrzębiec,
obaj książęta mazowieccy Janusz i Siemowit, książęta litew-sccy
Lingwen-Semen i Zygmunt — bracia Witolda, Semen syn księcia
Jawnuty oraz wielu innych dostojników Polski i Litwy, a także
przedstawiciele miast Krakowa, Sandomierza, Poznania, Kalisza, Brześcia
i Włocławka. Dokument ten zredagował długoletni współpracownik
Jagiełły, kierownik polskiej polityki zagranicznej, podkanclerzy
Mikołaj Trąba, wówczas już arcybiskup halicki. Dokument wielkiego
mistrza natomiast poręczyli: arcybiskup ryski Jan, Jan von
Egloffstein biskup Wiirzburga, który przybył do Prus z oddziałem na
pomoc zakonowi, biskupi Arnold chełmiński i Jan Ryman pomezański,
dwaj krzyżaccy mistrzowie krajowi — niemiecki i inflancki oraz
trzech rycerzy z „gości" zakonu.
Na mocy postanowień traktatu toruńskiego Żmudź
— a o tę ziemię rozpoczęła się „wielka wojna"
— została przyznana Litwie na czas życia Jagiełły i Witolda,
zaś Ziemia Dobrzyńska wracała do Polski. Zakon ponadto zobowiązał
się wypłacić — jako odszkodowanie za zwolnionych jeńców i
zwrot zamków krzyżackich — sto tysięcy kop groszy czeskich.
Inne sporne sprawy terytorialne rozstrzygnąć miał sąd arbitrów.
Przy zakonie pozostało Pomorze Gdańskie i Ziemia
Chełmińska. Z tego powodu nasz piętnastowieczny historyk Jan Długosz
— a za nim wielu innych — oceniło ów traktat toruński
ujemnie, jako niekorzystny dla Polski. Tymczasem był to pierwszy układ
z krzyżakami korzystny dla Polski i Litwy. Zarówno Polska jak i
Litwa uzyskały to wszystko, co było celem wojny: spełnione zostały
bowiem żądania Jagiełły przedstawione pośrednikom węgierskim 5
lipca 1410 roku, a więc zwrot Litwie Żmudzi a Polsce Ziemi Dobrzyńskiej
i odszkodowanie dla Polski. Wreszcie pokój toruński nie był końcem,
lecz początkiem drogi prowadzącej do odzyskania dostępu Polski do
morza i złamania potęgi państwa krzyżackiego.
Jeden z artykułów traktatu toruńskiego mówił o
obowiązku prowadzenia misji chrześcijańskiej przez Jagiełłę i
Witolda w swoich krajach i o obowiązku nawracania pogan w Prusach i
Inflantach przez zakon krzyżacki. Krzyżacy zatem — którzy w
swych pismach propagandowych głosili w chrześcijańskiej Europie, że
Jagiełło udaje tylko chrześcijanina i sprzymierza się z
niewiernymi — przyznali teraz, iż na ziemiach, pozostających
od prawie dwustu lat pod ich rządami, trzeba jeszcze prowadzić akcję
chrystianizacyjną i nawracać pogan.