|
|

Symbol zakonu templariuszy. Rycerze na
jednym koniu - symbol ubóstwa. |
|
Skromne
były początki zakonu templariuszy, najpotężniejszej i najbardziej
wpływowej przez prawie dwieście lat w świecie chrześcijańskim
organizacji religijno-militarnej. Oto w roku 1118 - roku śmierci
Baldwina I, twórcy i organizatora Królestwa Jerozolimskiego - rycerz
francuski Hugo z Payns, razem z kilkoma współziomkami, zorganizował
bractwo na poły religijne, na : poły rycerskie. Jego celem miała być
opieka i zbrojna ochrona pielgrzymów przybywających do Ziemi Świętej.
Członkowie nowego bractwa, zwanego Ubodzy Rycerze Chrystusa, złożyli
śluby zakonne przed patriarchą i od początku pozostawali pod jego
opieką. Król Baldwin II (1118-1131) zaś przekazał im na główną
siedzibę część swego pałacu w Jerozolimie, niedaleko meczetu
al.-Aksa, dawnej świątyni Salomona (templum Salomonis). Od tego
miejsca zaczęto ich nazywać "rycerzami świątyni" (militia
templi) lub krótko - templariuszami. Nowe bractwo wypełniało
dotkliwą lukę w wewnętrznej organizacji kolonialnego państwa Franków.
Początkowo odgrywało tylko rolę policji, patrolując drogi i
zwalczając opór ludności miejscowej - muzułmańskiej i chrześcijańskiej.
Odciążało w ten sposób szczupłe siły wojskowe królestwa od
zajmowania się sprawami bezpieczeństwa wewnętrznego w okupowanym
kraju. Dlatego szybko zyskało uznanie, popularność i cieszyło się
poparciem króla i możnych. Również duchowieństwo przyjęło z
zadowoleniem powstanie rycerskiego bractwa. Wyrazem uznania i poparcia
dla "Ubogich Rycerzy Chrystusa były bogate darowizny. Do grona
pierwszych możnych protektorów bractwa należał Fulko z Anjou,
jeden z największych feudałów Francji, ojciec Gotfryda Plantageneta
i dziadek króla Anglii - Henryka II Plantageneta, przyszły król
Jerozolimy (1131-1143). Fulko, przebywając pierwszy raz w Ziemi Świętej
w 1120 roku, brał udział w akcjach templariuszy. Po powrocie do
Francji zapisał im 30 srebra rocznej renty marek (Marka - średniowieczna
jednostka wagowo - pieniężna (obrachunkowa), równa ok. 200 - 300 g.
srebra.)
W roku 1125 do bractwa wstąpił bogaty i wpływowy feudał
francuski, hrabia Hugo z Szampanii. Templariusze zaczęli być
popularni nie tylko na Wschodzie, ale również w Europie, wśród
rycerstwa francuskiego. Podjęto też wkrótce kroki zmierzające do
przekształcenia bractwa w organizację bardziej trwałą, pełnoprawną,
posiadającą charakter ogólnokościelny i własny statut (regułę).
Słowem, podjęto starania o przekształcenie bractwa w zakon, uznany
i zatwierdzony przez papieża. Tego rodzaju inicjatywa wyszła z kręgu
samych członków bractwa, ale poparli ją gorąco król Baldwin II i
patriarcha Jerozolimy. Król zapewne spodziewał się, że z czasem
uzyska w ten sposób stałą, dobrze zorganizowaną armię.
Templariusze patrolując drogi, podróżując dużo po kraju, staczając
nieustanne potyczki z krajowcami stawali się doświadczonymi żołnierzami,
znali teren i taktykę przeciwników. Byli zatem dobrze przygotowani również
do właściwych walk, toczonych przez Królestwo Jerozolimskie z muzułmańskimi
sąsiadami. Natomiast inne projekty wykorzystania templariuszy snuł
patriarcha. Sądził on, że przy pomocy nowego zakonu rycerzy uda mu
się zrealizować plan przekształcenia Królestwa Jerozolimskiego w
państwo kościelne, rządzone nie przez króla, ale patriarchę jako
namiestnika papieża. Jednakże w owych projektach król i patriarcha
nie uwzględnili dwóch ważnych momentów. Nie wzięli pod uwagę
ambicji zakonu, który chciał być organizacją samodzielną, prowadzącą
własną politykę. Pomijali też plany kurii rzymskiej, w myśl których
zakony rycerskie miały być szturmowymi oddziałami papiestwa, nie zaś
armią władcy lub patriarchy Jerozolimy. Przyszłość pokazała, że
rozwój templariuszy poszedł innymi drogami, niż planowali król i
patriarcha. Na razie jednak chodziło o uzyskanie dla bractwa praw
zakonnych. W tym celu ruszają do Europy dwaj templariusze. Kierują
swe kroki do najbardziej wpływowego wówczas w Kościele człowieka -
Bernarda z Clairvaux, który miał uzyskać papieskie zatwierdzenie
zakonu i ułożyć dla niego regułę. Jednym z posłów templariuszy
był bliski krewny Bernarda, Andrzej z Montbard, jeden z późniejszych
wielkich mistrzów zakonu. Sam założyciel bractwa, Hugo z Payns, był
zapewne również znany Bernardowi, bowiem posiadłości ich rodów sąsiadowały
z sobą. Ale nie tylko stosunki osobiste pierwszych templariuszy zaważyły
na wyborze protektora. Istotne były również przekonania wielkiego
opata. Bernard z Clairvaux pochodził z możnej rodziny feudalnej.
Chociaż przyoblekł mniszy habit cystersów, nie przestał być
rycerzem. Projekt organizacji wojskowej mającej charakter zakonu
religijnego przyjmuje Bernard z entuzjazmem i popiera go z całą
stanowczością. Ten propagator świętej wojny przeciw innowiercom, późniejszy
organizator drugiej krucjaty (1147-1149) i gorący zwolennik krucjaty
przeciw Słowianom Połabskim (1147), widział w nowym zakonie narzędzie
zniszczenia islamu, wybrane przez samego Boga. W roku 1128 na synodzie
w Troyes papież Honoriusz II zatwierdza nowy zakon i regułę
opracowaną przez Bernarda z Clairvaux. Obecny był przy tym założyciel
templariuszy, Hugo z Payns, razem z pięcioma towarzyszami. Po odbytym
synodzie ruszył on w podróż po Europie zachodniej, aby do zakonu
zwerbować nowych członków. Wynik tej akcji był udany. Hugo zresztą
chętnie przyjmował tych rycerzy, którzy z powodu różnych wykroczeń
byli wykluczeni ze wspólnoty kościelnej. Wstępując do nowego
zakonu uzyskiwali oni zwolnienie od ekskomuniki i wszystkich jej
pozareligijnych skutków, jakie w średniowieczu klątwa powodowała.
Bernard z Clairvaux z zadowoleniem pisał, że wielu "ludzi
brutalnych i bezbożnych, świętokradców i rozbójników, morderców,
krzywoprzysiężców i rozpustników" zostało poddanych
dyscyplinie zakonnej i użytych do walki z niewiernymi. Ten zwyczaj
został później zaniechany. Kiedy zakon stał się bogaty i potężny,
dość było chętnych do wstąpienia w jego szeregi. Werbunek
ekskomunikowanych był już niepotrzebny. Ale jeszcze w wielkim
przywileju dla templariuszy z 1163 roku papież Aleksander III robi
aluzję do tego starego zwyczaju, podkreślając "cudowną"
zmianę charakterów braci, którzy przed wstąpieniem do zakonu byli
przestępcami. Mamy poważne wątpliwości, czy rzeczywiście ten
"cud" zmiany charakterów zdarzał się często. Dla celów
propagandowo-werbunkowych wielki protektor templariuszy, Bernard z Cłairvaux,
napisał słynną Pochwałą nowego rycerstwa (De laude novae militiae).
Opat cystersów zachwyca się dyscypliną, surowością życia i
aktywnością militarną rycerzy nowego zakonu. Entuzjazm jego budzą
mieszkania templariuszy, proste, pozbawione ozdób sale, na ścianach
których porozwieszana jest tylko broń i rycerski ekwipunek. Chwali
surowość życia rycerzy-mnichów. Nie znają oni szachów i gry w kości;
wyrzekli się oglądania komediantów, igrców oraz innych uciech i
zabaw rycerskich, nawet polowania. (Dodajmy tu, że według reguły
dozwolone było tylko polowanie na lwy, jako próba odwagi, opanowania
nerwów, zręczności i siły.) Szeroko również uzasadnia Bernard
konieczność walki z innowiercami i konieczność zabijania ich. Uważa
muzułmanów i pogan za wrogów Chrystusa, a więc złoczyńców.
Tutaj właśnie znajdują się słowa, zacytowane na początku tego
rozdziału: "Owszem, gdy (rycerz chrześcijański ) zabija złoczyńcę,
nie jest zbrodniarzem, lecz - jak już mówiłem - tępi zło. Słusznie
więc szanowany jest jako mściciel Chrystusa i obrońca jego wyznawców.
Chrześcijanin chlubi się zabiciem poganina, gdyż w ten sposób
wielbi Chrystusa..." Do pochwał Bernarda z Clairvaux dołączyli
się inni znakomici ludzie tej epoki. Opat z Cluny, Piotr Yenerabilis
- znany inicjator pierwszego w literaturze europejskiej przekładu
Koranu na język łaciński - uważa templariuszy za wojsko wybrane
przez Boga, "aby rozbić książąt tej ziemi i zwyciężyć
nieprzyjaciół krzyża". Za tą religijną frazeologią krył się
program wykorzystania agresywnych dążeń feudałów do umocnienia
pozycji papiestwa oraz rozszerzenia jego wpływów. Inny głośny człowiek
XII wieku, Jan z Salisbury, pisał: "templariusze są prawie
jedynymi ludźmi, którzy prowadzą sprawiedliwe wojny (legitima bella)".
Tak najwybitniejsi przywódcy chrześcijaństwa zachodniego przyjęli
powstanie nowego zakonu rycerzy. "Jego popularność i szybki
rozwój, zarówno na Wschodzie, jak i w krajach europejskich - pisał
znakomity znawca dziejów średniowiecza, Tadeusz Manteuffel - jest
najlepszym dowodem, że instytucja ta odpowiadała interesom świata
feudalnego, rozpoczynającego okres swoich podbojów
kolonialnych".
Pieczęć
zakonu templariuszy - świątynia Salomona
|